Powódź na południu Polski była okazją do pojawienia się rozbieżnych opinii Spółek Skarbu na temat możliwości spotęgowania fali powodziowej działaniem jednej z nich, to znaczy zwolnieniem rezerw z jednego ze zbiorników Taurona.
– Nie zostaliśmy jako Wody Polskie poinformowani o tym zrzucie. I ta woda idzie na Marszowice — mówiła prezes Wód Polskich Joanna Kopczyńska podczas spotkania sztabu kryzysowego poświęconego powodzi na południu Polski. Odnosiła się do zrzutu wody ze zbiornika Elektrowni Wodnej Lubachów należącej do Taurona. Ostrzegała, że dodatkowa ilość wody może utrudnić walkę z powodzią we Wrocławiu. Premier RP uznał te informacje za „szokujące”.
Tego samego dnia aktywistka Inicjatywy Wschód Dominika Lasota opublikowała nagranie wideo na platformie X oraz w medium społecznościowym Instagram, w którym oskarżyła Tauron i podobne mu firmy energetyczne o to, że „ci ludzie podejmują decyzje, która wysiedli kolejne rodziny, pozbawi je dobytku”. Do momentu publikacji tego komentarza nie doszło do usunięcia tych nagrań.
Oto weryfikacja tez:
Tauron nie dokonał „niekontrolowanego i nieuzgodnionego zrzutu wody w Lubachowie”. Woda przelała się samoistnie.
– 15 września o godzinie 12.30 doszło do przelania zbiornika Lubachów. Woda przelała się przez koronę naszej tamy, na co nie mieliśmy żadnego wpływu – podaje spółka. – To jest fizyka, to jest natura. Wszyscy wiemy, jaka to jest potęga. Nasza tama, ani żadna inna tama nie byłaby w stanie utrzymać takiej ilości wody – tłumaczył prezes Grzegorz Lot na spotkaniu z mediami.
Faktem jest jednak fiasko komunikacji administracji publicznej ze spółkami Skarbu Państwa skutkujące rozbieżnościami między Wodami Polskimi a Tauronem, które doprowadziły do wprowadzenia w błąd Premiera RP, który ostatecznie odpowiada za rzetelne informowanie na temat ustaleń sztabu kryzysowego pod jego przewodnictwem.




Dodaj komentarz